Pisane z serca, w różnych momentach życia. Nie jestem zawodowym pisarzem — jestem inżynierem, który czasem czuje za dużo, żeby milczeć.
Patrzę na Ciebie gdy śpisz, patrzę jak uśmiechasz się ślicznie, a moje serce cieszy się tym widokiem i tym, że mogę być przy Tobie. Kocham Cię taką jaka jesteś tutaj i teraz i pragnę dać Ci wszystko co tylko mężczyzna może dać kobiecie. Pragnę dać Ci odczuć jak silnym uczuciem Cię darzę, a jednocześnie poczucie bezpieczeństwa, szczęścia i spełnienia.
Dłonie mam tak ciepłe, a noc taka zimna... Unoszę swoją dłoń nad Twoim ramieniem i przesuwam delikatnie tak, żeby nie dotknąć ale żebyś czuła jej ciepło. Czujesz podświadomie to ciepło, a na Twojej skórze pojawia się gęsia skórka i lekki, miły dreszczyk.
...
Patrzysz na mnie, a ja się do Ciebie dobrotliwie uśmiecham, po czym przesuwam się i siadam za Twoją głową opierając się plecami o ścianę, krzyżuję nogi i kładę na nich poduszkę, a Ty na niej swoją głowę...
Patrzysz na mnie rozumiejąc, a ja składam delikatny pocałunek na Twoich ustach i głaszcząc Twoje piękne włosy ponownie oddaję Cię ramionom snu....
.....
Jestem szczęśliwy, a Ty masz piękne sny kochanie....
Leżysz na dzikiej plaży, na ciepłym piasku. Dookoła nie ma żywej duszy, a gorące promienie słońca ogrzewają Cię całą... zamykasz oczy i cieszysz się, że od morza wieje bardzo delikatny zefirek, który chłodzi to co słońce nagrzało. Jest Ci przyjemnie i zamykasz oczy.....
Leżysz na dzikiej plaży, na ciepłym piasku. Dookoła nie ma żywej duszy, a gorące promienie słońca ogrzewają Cię całą... zamykasz oczy i cieszysz się, że od morza wieje bardzo delikatny zefirek, który chłodzi to co słońce nagrzało. Jest Ci przyjemnie i zamykasz oczy.....
Po chwili czujesz jakby ktoś zaczął delikatnie muskać Twoją skórę.... boisz się otworzyć oczu bo nie wiesz kogo tam zobaczysz ale jednocześnie boisz się, że to tylko piękny sen i nie zobaczysz nikogo, a czar prysnie. Leżysz więc tak bez ruchu i czujesz dotyk tak leciutki jakby to płatek kwiatu Cię muskał, czujesz też jego zapach, zapach róży....
Uczucie dotyku sprawia, że za każdym razem przechodzi przez Ciebie cudowny dreszczyk. Twoje serce zaczyna bić szybciej i mocniej, a oddech staje się nierówny i płytki... Cała drżysz i pytasz co to jest? kto to jest? ale nie chcesz otwierać jeszcze oczu... jeszcze nie, chcesz aby ta chwila trwała wiecznie.
Łza wypływa z Twojego oka, łza szczęścia, radości, wzruszenia....
Otwierasz oczy, musisz je otworzyć, bo chcesz poznać kto Ci to zrobił i widzisz ..... że nie ma dookoła nikogo, a tylko samotny płatek róży, który właśnie powoli zsuwa się popychany przez delikatny zefirek od morza na gorący piach......
W ostatnim czasie Twój głos zaczął stawać się jakiś taki dziwny, włosy zaczęły szybciej rosnąć, były coraz dłuższe i zmieniały kolor... Nikt nie wiedział co Ci jest, a Ty tylko się przecudnie uśmiechałaś, bo wiedziałaś, nie, nie wiedziałaś, po prostu czułaś, że nadchodzi Twój czas.
W ostatnim czasie Twój głos zaczął stawać się jakiś taki dziwny, włosy zaczęły szybciej rosnąć, były coraz dłuższe i zmieniały kolor.... Nikt nie wiedział co Ci jest, a Ty tylko się przecudnie uśmiechałaś, bo wiedziałaś, nie, nie wiedziałaś, po prostu czułaś, że nadchodzi Twój czas.
Dzisiejszą noc spędziłaś na plaży, gdzie leżąc na piasku wpatrywałaś się w gwiazdy — te przepiękne malutkie i ślicznie mrugające do Ciebie diamentki na czarnym aksamicie nieba. Wpatrywałaś się w nie swoimi oczami po raz ostatni... Wspominałaś najpiękniejsze chwile Twojego życia, które niedługo odejdą w niepamięć. Jest Ci trochę smutno z tego powodu ale wiesz, że tak musi być. Byłaś dobrym człowiekiem i w sercu wielu ludzi pozostaniesz na zawsze — kochana i uwielbiana....
Niebo rozjaśnia się już na wschodzie i zaczyna się przypływ, a Ty czekasz i bawisz się muszelką, która przypadkiem znalazła się pod Twoimi palcami... Gdy pierwsze promienie słońca padają na Twoją twarz, to jest ona już jakaś inna, piękniejsza jeszcze, choć czy to możliwe, a Twoje włosy spływają po ramionach i sięgają aż do kolan. One też zmieniły kolor i są teraz jak złote jedwabne włókna. Gdy natomiast pierwsze fale przypływu obmyły Twoje stopy, te zaczęły się natychmiast łączyć, a skóra na nich łuszczyć i pokrywać łuskami, które mieniły się wszystkimi kolorami tęczy....
Gdy w końcu przypływ porwał Cię z piasku do wody, poczułaś się tak jakbyś była tu od zawsze. Czujesz się tak wspaniale wolna, taka szczęśliwa, beztroska... nie możesz się nacieszyć pluskaniem w wodzie. Na chwilę jednak wynurzasz swoją twarz, by ostatni raz spojrzeć na ląd...
Patrzysz oczami przecudnej syreny, która zawsze tak szczęśliwa i radosna bawi się wśród fal... Prąd zaniósł Cię już dość daleko od plaży, a Ty nadal patrzysz w tamtym kierunku, tylko, że już nie pamiętasz dlaczego... Jakieś wspomnienia, jacyś ludzie.... a może to tylko sen Syrenki, która właśnie się obudziła... Potrząsasz tylko złotymi lokami i znikasz pod najbliższą falą by szybko dołączyć do Twoich sióstr, które właśnie zaczęły poranne zabawy i śpiewy.....
Stoję na skale, przed wejściem do groty. Mam na sobie błyszczącą świętą zbroję paladyna, ostry półtora ręczny miecz i tytanową tarczę z godłem smoka, która wspomagana silnymi czarami chroni przed jadem, chłodem, ogniem i ranami. Twarz mam zwróconą wprost w słońce, które pieści moją twarz, a wiatr czesze moje włosy. Kocham te promienie, kocham to ciepło, kocham pieszczoty, które mi ofiaruje i wiem, że czuję je po raz ostatni. Nie smucę się jednak, ponieważ wiem, o co toczy się gra...
Stoję na skale, przed wejściem do groty. Mam na sobie błyszczącą świętą zbroję paladyna, ostry półtora ręczny miecz i tytanową tarczę z godłem smoka, która wspomagana silnymi czarami chroni przed jadem, chłodem, ogniem i ranami. Twarz mam zwróconą wprost w słońce, które pieści moją twarz, a wiatr czesze moje włosy. Kocham te promienie, kocham to ciepło, kocham pieszczoty, które mi ofiaruje i wiem, że czuję je po raz ostatni. Nie smucę się jednak, ponieważ wiem, o co toczy się gra...
Po dłuższej chwili ruszam ku wejściu, jeszcze raz spoglądam na słońce i zamykam jego cząstkę w sercu... głęboko, tam gdzie zawsze będzie świecić. Przede mną długie korytarze, na których widać zacieki wapna, stalagmity i stalaktyty. Wszędzie kryje się wiele drobnych stworzeń, lecz uciekają one przed światłem pochodni, którą trzymam w ręku. Większość z nich jest jadowita, ale ich zęby nie robią mi krzywdy... nawet nie są w stanie zadrapać pancerza, który na sobie niosę.
Przemierzam tak kręte korytarze już dłuższy czas, wiją się i rozwidlają... istny labirynt, ale ja się nie martwię, bo nie zamierzam wracać. Schodzę cały czas w dół schodami, które wiodą mnie coraz bliżej i bliżej do krainy cienia, zła i śmierci, gdzie ma swoje leże Demon Zła, Lord Strachu i Trwogi. Duch, który wysyła na powierzchnię zastępy swoich podwładnych. Wysyła na powierzchnię zło, które odbiera ludziom radość, wypluwa ze swych trzewi choroby i nieszczęście...
Przede mną kolejne korytarze i kolejne schody. Stworzenia robią się coraz większe i coraz bardziej agresywne, a u niektórych widać przebłyski inteligencji. To już nie są stworzenia, które znamy, są silniejsze i odważniejsze. Do tej pory trzymało je z daleka światło pochodni, ale ta już się wypala. Jestem już kilka kondygnacji poniżej poziomu wejścia. Powietrze jest zatęchłe i jest gorąco. Jakieś drzwi przede mną.... Drzwi? A skąd tu drzwi? Kto je zrobił, kto je wykuł w skale?... Otwieram je... są strasznie ciężkie, podważam mieczem, na którym krew tych najagresywniejszych stworzeń jeszcze nie zakrzepła. Miecz pęka... nie mam czym walczyć ale drzwi ustępują, a za nimi....
Komnata pełna bogactw i suto zastawiony stół. Patrzę na to zafascynowany i nawet nie widzę jak drzwi ponownie się zatrzaskują. Nie ma wyjścia... Siadam więc zmęczony i zły, że nie mam broni i tak się dałem złapać w pułapkę. Wydaje mi się, że skądś napływa powietrze, czuję powiew na twarzy. To szczelina o szerokości dłoni w skale. Lita skała, a ja nie mam czym podważyć... to nic, pewnie tak musiało być.
Zwracam uwagę jednak na to, że jedzenie, jakim jest zastawiony stół jest jakby przygotowane specjalnie dla mnie. Wszystko, co lubię i nic, czego nie lubię... jak to jest możliwe? Jest jeszcze coś, tutaj jest cicho, nie ma złych stworzeń, nie ma zła. Tutaj czuję się bezpieczny... czuję się zmęczony. I znowu to samo, posłanie jakby dla mnie przygotowane, kto to zrobił? Nie wiem, ale widzę, że ktoś nade mną czuwa.
Zasnąłem i przyśnił mi się anioł, o czystym obliczu. Jakże niewinny i jakże potężny w swej pięknej zbroi. Czerwone loki spływały mu z ramion, wielkie skrzydła powoli i jakże majestatycznie się poruszały, a z jego oblicza biła dobroć i miłość. Z każdą chwilą poznawałem te uczucia coraz mocniej, z każdą chwilą napełniała mnie wiara i miłość jakże potrzebne tu, głęboko pod ziemią...
Uniósł swoje dłonie nad moją głowę i wtedy ujrzałem w nich wielki świetlisty miecz. Nie wiedziałem, lecz czułem, że chce mi go ofiarować — a on tylko na te moje myśli skłonił głowę i położył go do jednej ze skrzyń, po czym znów ujrzałem coś w jego dłoniach. To była wielka księga i jakaś straszliwa aura od niej biła i tę włożył do drugiej skrzyni... Później jeszcze raz skinął głową i pokazał na szczelinę w ścianie, po czym zniknął, a ja zapadłem w długi spokojny sen.
Budząc się widzę na nowo zastawiony stół, jednak moje pierwsze kroki kieruję do skrzyń. Otwieram pierwszą i... jest, święty miecz, jego blask rozświetla komnatę. Wydaje się być lekki i doskonale leży w dłoni. Niesamowite wrażenie. Próbuję go na pobliskim głazie i... to niemożliwe, lekko przejechałem klingą w połowie jego wysokości, a on nawet nie stawił oporu. To mój nowy oręż, z tym ostrzem mogę walczyć z każdym. To jest dar od Boga i On mnie tu wysłał, teraz to wiem!
Ale zaraz, zaraz, skoro miecz jest tak wspaniały, więc co to za księga? Zaglądam do drugiej skrzyni i wyciągam ją. Jest wielka zamknięta na zamek w kształcie smoka. Jak ją otworzyć? Musi być przecież jakiś sposób. Zastanawiam się i po chwili już wiem, może ją otworzyć tylko czyste słowo wymawiane przez czyste serce... Modlitwa, tak, modlitwa... Otworzyła się, a tam wiedza, jakiej nikt, nigdy przede mną nie widział. Potężne zaklęcia ochronne i bojowe z czasów, gdy aniołowie i demony przechadzały się po ziemi. Przecież gdyby dostały się w ręce złego... ale nie dostały.
Pozostałem w komnacie cudów, bo tak ją nazwałem, przez długie dni i tygodnie ucząc się władać nowym orężem i ucząc się na pamięć wszystkich zaklęć. Przyszedł jednak czas, aby wyruszyć w drogę. Zabrałem ze sobą miecz, a księgę zniszczyłem dezintegrując ją wypowiedzianą formułą mocy i posyłając do jej prawowitego Pana. Jedno z pomniejszych zaklęć otworzyło szczelinę i ukazało wąski korytarz. Na końcu korytarza znowu schody w dół. Coraz szersze i większe, aż w końcu musiałem się z nich ześlizgiwać na kolejny. Gdy już myślałem, że więcej nie dam rady, wtedy się skończyły i ukazały galerię.
Pięknie rzeźbione mityczne stwory wszystkich chyba gatunków. Smoki, trole, wilkołaki, czarni rycerze, ogry, harpie.... Całe nasienie zła wyrzeźbione z kamienia i stali. Idę wzdłuż nich. W pewnym momencie czuję na sobie jakieś spojrzenie, a kątem oka wyłapuję ruch. Odwracam się i widzę jak wszystkie one zaczynają ożywać. Mój miecz wydaje się płonąć tak jasno, że widzę wszystkie szczegóły. One są piękne i przerażające zarazem. Nie ma lęku w moim sercu, lecz obawa, że nie wypełnię celu misji.
Pierwszy natarł na mnie ze swoją 2,5 metrową maczugą potężny ogr. Nie miał jednak szczęścia, bowiem świetliste ostrze zatopiło się w jego sercu, zanim zdążył ją opuścić na mnie. Wtedy ruszyła reszta... potężna magia i świetliste ostrze siały wśród nich spustoszenie. Wirowałem w tańcu, z pieśnią na ustach i radością w sercu. Walczyłem w imię dobra, w imię uśmiechu dzieci, dla kwiatów polnych i słońca, którego skrawek cały czas świecił w moim sercu.
Gdy zastępy zła powoli odchodziły w niebyt, wtedy pojawił się On. Cień zaległ wszędzie. Blask miecza przygasł, a powgniatana tarcza drżała. Kroczył w swym majestacie z koroną wielkich rogów na głowie, miażdżąc swoich podwładnych. Kroczył jak wielki ognisto czerwony posąg. Miał rozpostarte skrzydła, które falowały w rytm jego kroków. Pazury i kły jak brzytwy, a z pyska duszący żar bucha. Oto On, uosobienie zła, trwogi, chorób.... Oto On, który zatruwa serca i umysły ludzi swymi podstępnymi knowaniami. Stoję naprzeciw niego dumny. Wiem, że to moja ostatnia walka, wiem, że to On jest celem mojej misji. Staliśmy tak naprzeciw siebie i mierzyliśmy się wzrokiem. Ruszył...
...
Nie czuję lęku, nie boję się śmierci, nie czuję bólu ran, które mi zadał, a miecz pęknięty oburącz jak krzyż trzymam przy piersi. Jego ciało płonie od potężnego zaklęcia, jakie wypowiedziały moje zmęczone usta, w jego sercu tkwi ostrze świętego miecza. Blask zła w jego smoczych oczach powoli gaśnie i nie zapłonie więcej. Nie mam już sił, aby ponownie podnieść głowę... przez głębokie rany wraz z czerwienią krwi wysącza się ze mnie życie. Ale nie boję się śmierci.
Czuję chłód, który mnie otacza zewsząd i mrok, który nie może wkraść się do mojego serca, bo tam jest ostatni promyk wschodzącego słońca, tam jest ciepło, tam jest wiara nadzieja i miłość, te trzy, lecz z nich najjaśniej lśni miłość, którą obdarzyłem tych wszystkich, za których poświęciłem swoje życie, a którzy się o tym nie dowiedzą. Spełniło się moje ostatnie Wielkie marzenie. Jestem prawdziwym bohaterem...
Jeszcze tylko jedno... jedno... ostatnie zaklęcie, które na zawsze pogrzebie zło pod kamienną górą. Wypowiadam je powoli, słowo po słowie, uważnie... zaczęło się — góra zapada się grzebiąc pod swym ciężarem całe zło, znikają wszystkie korytarze, schody, komnaty... stworzenia nie wiedzą gdzie uciekać, bo nie ma dla nich ucieczki. Giną wszystkie. Góra jak ogromny kurhan osiada powoli przykrywając piękną zbroję, tarczę i szczątki miecza, który trzymam na piersi. Ja już tego nie czuję, lecz oczy mojej duszy widzą światło. To ten sam anioł, który podarował mi miecz i księgę. Poznał go duch mój, przyszedł po mnie.... Szczęśliwy idę do swojego Pana, który przygotował mi miejsce w swoim Królestwie....
...
Kocham Cię powiedział mąż do swojej żony, bo nagle skończyła się kłótnia......
Kocham Cię powiedziała mama do swojego płaczącego dziecka..................